Sunday, February 11, 2007

57. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie "Berlinale"

część 3

Jednym z powodów, dla których Berlinale jest cały czas jednym z ciekawszych festiwali filmowych jest fakt, że nie trzeba cały czas oglądać filmów. Po paru dniach oglądania ma się naprawdę dość, szukając cały czas nowych wrażeń i żyjąc w paranoi, że w czasie jakiegoś dzieła niedobrego ominie nas dzieło geniuszu, które ktoś inny zobaczy przed nami, szybciej, lepiej, pierwszy o tym napisze, a my nie przeżyjemy wzruszenia odkrywcy i dumy takiej, jakbyśmy sami zrobili ten film.

I żeby się oderwać od tej paranoi oglądactwa, poszłam na wykład w ramach Talent Campus – „On the Eye Level with Sławomir Idziak

Ale też poszłam po to, aby rozszyfrować dręczący mnie od kilku lat problem – czy Idziak podoba mi się tak bardzo ze względu na to co robi, czy ze względu na to jak wygląda?

Teraz, ponieważ przydzielili mi miejsce na galeryjce i widziałam ledwo jego zarys, musiałam skupić się na tym co mówi. Na szczęście.

Był to jeden z bardziej rewolucyjnych wykładów jakie słyszałam. Czułam, że cała sala, pełniusieńka po wykładzie jest gotowa rzucić wszystko i pędzić na plan, by tam, w głodzie i chłodzie, w deszczu i śniegu, niezależnie co ale robić robić robić filmy!

A mówił rzeczy dość kontrowersyjne, zmieniające schematyczne myślenie o organizacji planu, produkcji, tworzeniu filmu.

Tak ważne słowa się pojawiły w tym wykładzie, że chyba powinnam ująć je w punkty, żeby o niczym nie zapomnieć.

1. Nie ważne jest co pokazujecie na ekranie – ważne jak (no nie wiem). Ponieważ kino jest w trakcie technologicznej rewolucji, musimy znaleźć nowy język – teraz właśnie żegnamy się z kinem negatywu. W najbliższej przyszłości będą realizowane filmy tylko na nośnikach cyfrowych (Czemu! Czemu!)
2. Ludzie nie lubią zmian, więc produkcja nie zauważa tej rewolucji – i na planach pracuje ciągle więcej i więcej osób, co jest kompletną stratą pieniędzy i w konsekwencji jakości. (Ha! Kto pracował na planie, ten potwierdzi!) Należy myśleć przyszłościowo – i wygonić z planu tych wszystkich asystentów.
3. Filmowe szkoły kompletnie nie przygotowuje ludzi do prawdziwej pracy. Szkoła filmowa jest rodzajem zimowego snu – nie ma praktyki. Oczywiście jest to jedyny moment, kiedy możemy sobie eksperymentować, bo potem możemy już być tylko profesjonalistami. Ale nauczyciele w szkołach filmowych mają niewiele wspólnego z rzeczywistym planem – więc nie przeceniajmy roli szkół filmowych. Dużo bardziej efektywne są różne kursy i warsztaty, za które trzeba płacić – ludzie są naprawdę zdeterminowani aby się czegoś nauczyć. „Pomiędzy pisarzem i jego sztuką jest tylko papier i pióro. Pomiędzy filmowcem i jego sztuka jest mnóstwo pieniędzy”.
4. „Znam was wszystkich –mówił patrząc na salę, na całe rzędy wanna be reżyserów, producentów, operatorów – wszyscy macie wielkie ego. A ego oczywiście potrzebne jest aby kreować, ale równocześnie – ego jest waszym największym wrogiem!” Jest przeciwnikiem sztuki filmowej. Film musi żyć swoim własnym życiem.
5. Teraz reżyser nie może po prostu być reżyserem, nawet choćby był nie wiadomo jak zdolny – musi być scenarzystą, musi się umieć wypromować, musi być producentem. Introwertyczne typy nie mają szans. Bo setki reżyserów czekają na pracę – a trzeba pamiętać, że nikt na ciebie nie czeka. Nikt nie czeka, żeby dać ci pieniądze na film. To okrutny świat. Więc szkoła filmowa powinna uczyć ludzi jak się promować, a nie tylko jak tworzyć. Ekonomia jest częścią tego zawodu – a pomiędzy tą dziedzina, a tym czego uczą w szkołach filmowych jest potężna luka.
6. Film żyje swoim życiem. Scenariusz jest szkieletem tego co powstanie. Ludzie w produkcji piszą kalendarzówki według programu Movie Magic – odpowiednia ilość scen na dzień, trzeba zrobić tyle i tyle, żeby zdążyć wyrobić normę Nie współpracują z reżyserem. Dają tyle samo czasu na zrealizowanie bardzo trudnej i kluczowej sceny w filmie jak na trzy małe przejścia przez ulicę. Takie planowanie kompletnie się nie sprawdza. (Prawda! Tak jest!)
7. Ludzie z różnych pionów kompletnie ze sobą nie współpracują. Każdy chce wykonać swoje zadanie jak najlepiej – ale nie zwraca uwagi na innych. Scenografia przygotowuje wspaniałe obiekty, ale bez przemyślenia jak tam ustawić światło i jak to sfilmować. Kostiumy robią piękne stroje, ale bez porozumienia z operatorem. Andrzej Wajda mówi, że scenografom nie można dawać aut – jak nie mają czym jechać, znajdą obiekt koło studia, jak pojadą w teren, trzeba będzie jechać na plan 100 kilometrów. Pracujemy według amerykańskiego medalu – ekipa to armia, reżyser to generał. Nasze ego nie pozwala nam otworzyć na innych.
8. Ekipy filmowe i producenci powinni wziąć przykład z muzyków. Przychodzi czterech facetów i zaczyna razem grać. Każdy z nich jest niezbędny, każdy z nich ma swoją rolę. I taki model działania powinniśmy naśladować w czasie realizacji filmu. Grajmy razem. 9. Na wszystko musi być czas. Woody Allen realizuje filmy w ten sposób, że najpierw przez trzy tygodnie robi zdjęcia, potem montuje, ogląda, montuje, ogląda i decyduje co trzeba dokręcić. Tworzenie filmu jest procesem otwartym. Nie da się realizować tylko według storyboardu. Trzeba kręcić wszystko, trzeba mieć czas. Nie twórzcie filmu w czasie planu! Na to jest czas i miejsce w montażowni! Kręćcie największą możliwość ilość materiału.
10. Musimy zacząć myśleć o produkcji filmu w nowoczesny i rewolucyjny sposób. Musimy dyskutować i tworzyć film razem. Musimy znaleźć nową drogę robienia filmów.
Oklaski. No, proszę, wyszło 10 punktów, jak jakaś dogma! No, zrzucił ten wykład reżysera z piedestału władcy absolutnego na planie, i jakkolwiek wydało mi się to na początku niepoważne, no bo jakżeż to robić film bez dowódcy, to potem zaczęłam o tym myśleć i myśleć, i może coś w tym jest. Idziak współorganizuje warsztaty, które nazywają się Film Spring – można na własne oczy przekonać się, czy taki model robienia filmów się sprawdza. Strona: www.filmspring.eu
Ja się zgłaszam. Odzyskałam zapał do robienia filmów po tym wykładzie.
Jeszcze jedno mnie zadziwiło – wykład wykładem, wszystkim się szalenie podobało, a jednak jak przyszło do pytań – zachodni studenci rzucili się pytać o Kieślowskiego i „Podwójne życie Weroniki”. Jak mówią w Soprano – due all respect – ale czy z niektórych filmów nie powinno się wyrastać, tak jak z niektórych książek...

Wyjeżdżam z Berlina podbudowana i z odzyskanym zapałem do robienia filmów. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Dziękuję Ambasadzie Niemiec w Warszawie za pomoc, bez której podróż do Berlina nie byłaby możliwa

Źródło: http://www.independent.pl/

Labels: